Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mała rzecz - a cieszy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mała rzecz - a cieszy. Pokaż wszystkie posty

Aromatycznie

W związku z systematycznie przyrastającym brzuszyskiem nie podjęłam się dorocznej ekwilibrystyki przetrwania na wolińskim Festiwalu Słowian i Wikingów. Pojechała nań jednak moja lepsza (ale na szczęście jeszcze ciągle większa) połowa, zabierając ze sobą uczynione przeze mnie w chwili szaleństwa malusieńkie woreczki zapachowe, głównie lawendowe. Ciekawam, czy się komukolwiek w ogóle spodobają...



Zdjęcie kiepskawe, ale nie starczyło już czasu. Jak zawsze.

Scrappauza, czyli przepraszam się z Panią Maszyną

Pani Maszyna przywędrowała do mnie z Krakowa ponad dwa lata temu. Powiew luksusu, by nie napisać - szaleństwa, bo ani ja szyć nie potrafię, ani nauczyć się specjalnie nie zamierzam, po prostu fanaberia, za którą na szczęście nie musiałam płacić... :) - w każdym razie jak mnie zwolnią pracy to albo jednak błyskawicznie nauczę się krawiectwa, albo ją sprzedam i wyżywię rodzinę choć przez krótką chwilę.

Mam zaszczyt Państwu przedstawić:



Na chwilę obecną muszę ją po prostu troszeczkę wykorzystać, bo stoi taka biedna w kącie i się kurzy się okrutnie. Wczoraj nastąpiła pierwsza próba przypomnienia sobie jak się robi chusteczkowniki (instrukcja szycia na przykład tutaj: Skip to my Lou).
Obdarowana pierwszym po długiej przerwie egzemplarzem, napisała do mnie dzisiaj: "Dziękuję za prezent. Wierzę, że będzie on służył do wycierania łez szczęścia - tylko i wyłącznie:-)". Ja twierdzę, że przyda się jeszcze w kilku innych sytuacjach, jak choćby do wycierania pomadki (własnej oczywiście) z twarzy jakiegoś absolutnie czarującego Przystojniaka. :D



Zatem skroiłam z rozpędu chyba z dwa tuziny chusteczkowniczków, czekają sobie niespokojnie na zszycie. Czy się doczekają? Zobaczymy... :)

Aaa... i po świętach.

Uporałam się wczoraj z choinką, pierwszą moją w życiu, własną, prywatną, zdobytą przed świętami przez Faceta (również w własnego, prywatnego i zdobytego… ;]). Odarłam z pierników, cynamonu i ozdób wszelakich, przypominając sobie przy końcu walki z lampkami, że może warto byłoby jej zrobić pamiątkowe zdjęcie… To się nazywa refleks niebywały.

Zła na siebie postanowiłam zająć się porządkami w aparacie, który od daaawna nie był uwalniany ze zdjęć i znalazłam papierniczkowe pierniczki, które posłużyły nam w minione Boże Narodzenie jako wygodny sposób zakomunikowania otoczeniu, że życzymy jemu przede wszystkim Pysznych Świąt.

I chociaż nic na nich niezwykłego, to będę teraz każde zdjęcie pieczołowicie wielbić. Dzień przed Wigilią, kilka godzin po skończeniu największego przedsięwzięcia zawodowego jakie dotąd mi się zdarzyło tworzyć, padł mi dysk. Na którym było wszystko, WSZYSTKO. Zrzucałam tam karty, zawartość dysku z laptopa, zdjęcia z maili, które usuwałam, robiąc z kolei ordnung na poczcie. Generalnie były to porządki, które miały zakończyć się posegregowaniem i archiwizacją danych w sposób, który zapewni im wieczność. Cóż, są wieczne, szkoda, że tylko w mojej pamięci…
Chyba najsłynniejsza maksyma informatyczna mówi o tym, że ludzie dzielą sie na tych, którzy robią kopie zapasowe i takich, którzy będą robić kopie zapasowe. Dodałabym do tego jeszcze trzecią, wyjątkowo pechową, kategorię – ludzi, którzy porządkując dane, żeby porobić kopie, dostają solidnego kopniaka w piszczel od świata/swojego komputera/własnej głupoty. Ecce ego.



Posted by Picasa

Cygaro

"Pięciominutówka" dla świeżo upieczonego adepta nauk prawniczych, czyli jak nie wiesz, co podarować facetowi, kup mu dobre cygaro.

Ingrediencje: wysokiej jakości cygaro (tu nie ma co oszczędzać!), upaćkany w kawie papier, guzik, odrobina gumki, skrawki wstążeczek, rafia. Voilà!